niedziela, 28 lipca 2013

Los Angeles - czyli połowa wyprawy

Sobota była idealnie połową czasu mojej wyprawy. Jako że motocykl był w serwisie, ja również miałem dzień dla siebie. W związku z tym wybrałem się na spacer po bulwarze Hollywood. Wielkie tłumy ludzi nie przeszkodziły mi zobaczyć kilku specjalnych gwiazd.


 




W tym czasie mój motocykl przeszedł pełen przegląd, dostał również komplet nowych opon.

Jest to motocykl BMW, model R1200 RT, z 2011 roku, który wyposażony jest w:
- 2 kufry boczne i 1 centralny, dodatkowo mam swoją torbę przyczepioną w miejscu pasażera;
- elektronicznie sterowaną szybę przednią (bardzo przydatna do kierowania wiatru na mnie gdy gorąco lub nade mnie gdy pada deszcz);
- tempomat (bez tego prawa dłoń byłaby cały czas w pracy trzymając gaz);
- radio i podłączenie do iPhone (więc mogę jechać w ciszy lub słuchać mojej muzyki);
- podgrzewane manetki (używałem kilka razy, wcześnie rano i w górach)
- układy bezpieczeństwa (ABS oraz ACS - system kontroli trakcji), do tej pory nie były w użyciu.

Prosto po przeglądzie


Po odebraniu motocykla przejechałem do Joshua Tree - śpię w motelu 500 m od wjazdu do parku narodowego, który odwiedzam jutro.
Zdjęcie własnego cienia ;-)


Droga na pustyni

2 komentarze:

  1. Połowa takiej długiej trasy - to należy się przerwa, nawet mała. I nareszcie napisałeś coś o ludziach wokół ciebie. Nie tylko "wokół góry, góry i góry ....". Chociaż napis na koszulce mówi co innego.
    My:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. No a gwiazd na żywo nie było? ;)
    Właśnie też się zastanawiam, czy z ludźmi nie gadasz tam? Chyba jest okazja do nawiązania znajomości, czy choćby obserwacji? Jak tam się zachowują rdzenni amerykanie?
    Dobrze, że motor dzielnie się trzyma! Ale czemu nowe opony?
    KS

    OdpowiedzUsuń