poniedziałek, 22 lipca 2013

Zwiedzanie Kalifornii - dzień 1 i 2

Wczoraj był mój pierwszy dzień zwiedzania Kalifornii.

Pamiętając sobotni mroźny wieczór dzisiaj wyjechałem przygotowany na zimniejszą pogodę - i była to słuszna decyzja. Wiatr i fale od oceanu obniżały temperaturę bardzo, w związku z czym użyłem wszystkich ciepłych rzeczy. W pewnym momencie termometr pokazał 46 F (8 C) - jednak gdy odjechałem od brzegu od razu zrobiło się cieplej.
Znak w Crescent City przypomina o wysokości fali tsunami

Wzburzone wybrzeże Oceanu Pacyficznego
 
Park Narodowy Redwood jest położony wzdłuż wybrzeżu i ma długość ok. 41 mil / 66 km. Ja skoncentrowałem się na przejechaniu przez jego najciekawsze miejsca - np. przejazd przez drzewo czy zobaczenie największego drzewa.
 


Tak, zmieścił się i motocykl i ja ;-)


Ja i Big Tree (92.6 m wysokości, 1500 lat)

Następnie jadąc dalej na południe dojechałem do Avenue of Giants - odcinka ok. 30 mil / 48 km, na którym rosną największe i najstarsze sekwoje. Na tym odcinku było już duuużo więcej turystów.

Za mną wydrążony pień sekwoi !



Po tych przejażdżkach wśród drzew czekała mnie podróż na wschód - tym razem pogoda postawiła jeszcze większe wymagania. Temperatura utrzymywała się w przedziale 100-104 F (38 - 41 C) - po 4 godzinach jazdy w takich warunkach na nocleg dotarłem kompletnie wyczerpany. Moje plany zakładają odwiedzenia miejsc gdzie temperatura przekracza 110 F ( 43 C) - nie wiem czy mój organizm jest przygotowany na takie upały...

Dzisiaj z kolei wyruszyłem bardzo wcześnie rano, gdyż temperatura o 6.00 już była 70 F ( 21 C). Pierwszym moim miejscem był park wulkaniczny Lassen. Miejsce naprawdę niesamowite, gdyż w niektórych miejscach wulkan wciąż jest czynny (czuć zapach siarki), a kawałek dalej jest piękna zielona łąka. Zdecydowanie rozważę odwiedzenia tego parku raz jeszcze, aby mieć szansę wdrapać się na szczyt wulkanu. Dziś, z uwagi na temperaturę, zdecydowałem się na wersję oglądania z motocykla.

Jezioro Summit Lake 
 

Przełęcz na którą wjechałem ma 2594 m !

Masyw wulkanu - szczyt ma wysokość 10457 ft / 3187 m

Położone przy samym wulkanie jezioro Helen Lake

Po wybuchu wulkanu przyszła pora lodowców i to one "przyniosły" takie nie pasujące elementy krajobrazu
 

Mega szyszka znaleziona po drodze

Następnie udałem się na południe nad jezioro Lake Tahoe - położone na wysokości 6225 ft / 1897 m jest najwyżej położonym jeziorem swojego rozmiaru w USA. Wiele słyszałem o tym miejscu i bardzo chciałem się przekonać czy i ja również je polubię.
Powiem tak - mam bardzo mieszane uczucia. Jezioro jest ogromne (pętla wokół ma 72 mile / 115 km) i w pełni wykorzystane do celów komercyjno - turystycznych. Jest tutaj wiele domów, które mają fantastyczne widok na jezioro - za to na niewielu miejscach dostępnych dla wszystkich są przeogromne tłumy turystów.
Samo jezioro sprawia wrażenie fantastycznego i pewnie wynajmując łodkę można by zażyć dużo więcej radości i spokoju niż będąc na brzegu.

Panorama jeziora Lake Tahoe od strony zachodniej (stan Nevada)

Jezioro Lake Tahoe

Jezioro Lake Tahoe

Jezioro Lake Tahoe

Kilometry:
niedziela, 21 lipca:        309 mil / 494 km, od początku 4993 mile / 7989 km
poniedziałek 22 lipca:   302 mil / 483 km, od początku 5295 mil / 8472 km


Ps. Przede mną bardzo ambitne 4 dni w Kalifornii - w piątek wieczorem muszę być w Los Angeles, gdyż w sobotę mój motocykl ma przegląd serwisowy.

2 komentarze:

  1. Przywieź nam szyszunię, albo nasionka ... I kamyczek dla mamy. I uważaj na głowę jak przejeźdżasz przez sekwoję. Bardzo ładne te "lejki".
    MY :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Coraz bardziej fascynują mnie te tereny. Będzie trzeba w końcu rodzinę odwiedzić rodzinę...

    P.S. Fajną masz motorynkę :D

    OdpowiedzUsuń