Wczoraj w południe nastąpił ten moment- dojechałem do
miejsca startu, które opuściłem 6 tygodni wcześniej. Wtedy byłem pewien
energii, ciekawości i nie wiedziałem co zobaczę. Wczoraj byłem pełen wrażeń i przeżyć,
poziom energii był jakby trochę mniejszy.
Ponieważ cały wyjazd udało się przejechać bezpiecznie bez
żadnego wypadku (bezpieczeństwo przede wszystkim !) zwrot motocykla był szybki
i bez problemowy. Potem przepakowałem swoje rzeczy do walizek i przebrałem się
w „cywilne ubranie”. Następnie wraz ze Scott-em i jego żoną pojechaliśmy do
Lake Geneva, gdzie zostałem zaproszony na kolację. Była ona w miarę wczesna
gdyż czekała nas wczesna pobudka na ryby.
Scott, jego tata oraz kuzyn Stev, zabrali mnie dziś z hotelu
o 3.30 rano i pojechaliśmy nad jezioro Lake Michigan. Po zabraniu wszystkich rzeczy
wypłynęliśmy i zaczęły się przygotowania do łowienia. To ciekawy proces – ja uczestniczyłem
w nim po raz pierwszy więc poznałem wiele nowych rzeczy. Po obejrzeniu wschodu
słońca i cierpliwym oczekiwaniu mieliśmy pierwsze branie – dostałem przyjemność
złowienia, udało mi się wyciągnąć 5 funtów (2,5 kg) tęczowego pstrąga. Po
pewnym czasie szczęście dopisało Stev-owi a następnie raz jeszcze mi ;-) W sumie
złowiliśmy 3 bardzo ładne sztuki – więc moje ostatnia przygoda w USA też
okazała się sukcesem.
Wschód słońca na jeziorze Michigan
Moja złowiona ryba - pstrąg tęczowy :-)
Efekt naszej dzisiejszej wyprawy
Po powrocie i spakowaniu się Scott odwiózł mnie na autobus,
którym dotarłem na lotnisko w Chicago. Teraz czekam na lot do Warszawy – i tam
wyprawa zatoczy pełne koło.
To było niesamowite przeżycie, podróż o której myślałem od
sporego czasu. Jestem szczęśliwy że udało mi się tego dokonać … i że cały i
zdrowy wracam do Europy J
Kilometry:
Piątek, 16 sierpnia: 64 mile / 103 km, od początku 12 818 mil / 20 624 km