wtorek, 13 sierpnia 2013

Blue Ridge Parkway oraz Park Narodowy Shenandoah


Moja podróż wkracza na ostatnią prostą – i zmierzam już do Chicago, choć jeszcze nie bezpośrednio.

W niedzielę, będąc w Karolinie Południowej, spotkałem się w Charleston z Rickiem. Mieliśmy wspólny lunch i miłe spotkanie – nie widzieliśmy się już bardzo długo, więc tematów do rozmowy nam nie brakowało. Potem pojechałem dalej, na nocleg już  kolejnym stanie – w Karolinie Północnej.
 

Moja "pamiątka" z Yellowstone nie wytrzymała trudów podróży - zaczął przeciekać, więc dalej nie jedzie

Wczoraj udałem się na podróż drogą, która jest szczególna dla dużej części mieszkańców USA – Blue Ridge Parkawy. To niesamowite droga, która biegnie po szczytach gór Blue Ridge Mountains – i która ma fantastyczne widoki. Jest to droga, którą jedzie się bardzo powoli – ale tam wcale to nie przeszkadza, cały dzień jechałem i jechałem i jechałem…

 
  
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Znak wskazujący następny punkt widokowy - najczęściej widoczny znak przy drodze
 
 
 
 
Dzisiaj było to po prawej, jutro będzie to po lewej


Na północnym krańcu Blue Ridge Parkway leży cel mojej dzisiejszej podróży – park narodowy Shenandoah. Jest to jeden z niewielu parków położonych na wschodnim wybrzeżu (i jeden z dwóch jakie są w górach Blue Ridge Mountains) i przejazd nim jest fantastycznym doznaniem.

 
 
Dzisiaj do południa tak wyglądałem - jazda cały czas w deszczu...
 
 
 
Kolejna chmura na drodze ;-)
 
 
 
 


Moja podróż przebiega bardziej na północ niż wstępnie planowałem – a to za sprawą pogody. Pomiędzy mną i Chicago jest obszar gdzie zderzają się ciepły i zimny front – efekt tego są deszcze, burzy i lokalne podtopienia. Z tego powodu zdecydowałem się na jazdę na północ aby przeciąć ten front – i mam nadzieję, że dzisiaj mi się to udało. Spędziłem ponad 4 godziny jadąc w deszczu – według prognoz jutro będzie podobnie, ale potem już będzie lepiej.


Wczoraj i dzisiaj moje ciało miało też dodatkowy test – a to z powodu temperatury. Po raz pierwszy od początku wyjazdu temperatura nie przekroczyła 86 F (30 C). Wczoraj sprawiło to przyjemność – jednak dziś temperatura do południa była poniżej 68 F (20C) a na to mój organizm zareagował wychłodzeniem. Ponad 5 tygodni z codzienną temperaturą ponad 90 F (32C) to było za dużo – nawet jak dla mnie J

 

Kilometry:

Niedziela, 11 sierpnia: 357 mil / 574 km, od początku 11 401 mil /  18 344 km

Poniedziałek, 12 sierpnia: 345 mil /  555 km, od początku 11 746 mil / 18 899 km

Wtorek, 13 sierpnia: 269 mil /  433 km, od początku 12 015 mil /  19 332 km

2 komentarze:

  1. Droga B.R.P. przepiekna! Dobrze ze tam pogoda Ci dopisala!
    Podobaja mi sie te najczestrze znaki przy drodze,/moze by tak u nas?/Te niesamowite przezycia wymagaja uwiecznienia jeszcze w innej formie, proponuje napisac ksiazke z Twoimi wspomnieniami!
    Zycze poprawy pogody w koncowce wyprawy! AR.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jednak nie "odpuszczasz " parków i widoków. To dobrze. Tam najlepiej się odpoczywa ....
    Lasy i leśne jeziorka też lubimy. Z przyjemnością obejrzymy zdjęcia. I rzeczywiście powinienieś zacząć już adaptację do "normalnych " warunków pogodowych.
    My

    OdpowiedzUsuń